Dlaczego „Joker” podzielił widzów? Moja opinia

Zdjęcie do artykułu: Dlaczego „Joker” podzielił widzów? Moja opinia

Spis treści

O co tak naprawdę poszło? Krótki kontekst

„Joker” Todda Phillipsa, z wybitną rolą Joaquina Phoenixa, od premiery wywołuje skrajne reakcje. Jedni mówią o arcydziele i najciekawszym filmie o superbohaterskim złoczyńcy. Inni – o niebezpiecznej fantazji, która romantyzuje przemoc i usprawiedliwia mordercę. Ten rozdźwięk nie jest przypadkowy: twórcy celowo balansują na granicy empatii i przerażenia, zostawiając widzowi interpretację. A to lubi dzielić ludzi.

W tym tekście nie będę streszczać fabuły scena po scenie. Skupię się na tym, dlaczego „Joker” tak mocno spolaryzował widownię i krytyków oraz jak ja go odczytuję. Jeśli jeszcze filmu nie widziałeś, uprzedzam: pojawią się spoilery. Będzie też trochę o tym, jak oglądać takie produkcje świadomie, by nie dać się wciągnąć ani w bezrefleksyjny zachwyt, ani w bezwarunkowe potępienie.

„Joker” – film komiksowy, który udaje, że nie jest komiksowy

Jedno z głównych źródeł podziału to oczekiwania. Wielu widzów liczyło na klasyczne kino superbohaterskie w klimacie DC: widowiskowe sceny, dynamiczna akcja, wyraźna granica dobra i zła. Zamiast tego dostali psychologiczny dramat, powolny, duszny, mocno inspirowany kinem lat 70. i 80. To film o człowieku, który stopniowo odrywa się od rzeczywistości, a nie o spektakularnym złoczyńcy rodem z komiksu.

Stąd część osób wyszła z kina rozczarowana. Niby pojawiają się elementy uniwersum Gotham, nazwisko Wayne’ów, klaun i makijaż, ale całość bardziej przypomina „Taksówkarza” niż „Mrocznego Rycerza”. Dla innych to ogromna zaleta – wreszcie komiksowa historia potraktowana poważnie i osadzona w realnym, brudnym świecie. Różne punkty wyjścia sprawiły, że same dyskusje o tym „czym ten film w ogóle jest” zaczęły dzielić odbiorców.

Artystyczne kino czy przebrany blockbuster?

Spór dobrze widać w porównaniu etykiet, jakimi opisuje się „Jokera”. Jedni próbują wpisać go w ramy kina superbohaterskiego, inni widzą w nim manifest artystyczny przebrany za film o znanej marce. Te dwa sposoby patrzenia generują inne kryteria oceny i inne rozczarowania. Żeby to uporządkować, zestawmy główne różnice w prostej tabeli.

Aspekt Typowy film komiksowy „Joker” Efekt na widzach
Tempo akcji Szybkie, dynamiczne sceny Powolne, kontemplacyjne Część osób się nudzi, inni chłoną atmosferę
Podział dobra i zła Wyraźny, moralnie prosty Niejasny, celowo rozmyty Jedni czują dyskomfort, inni ciekawość
Styl wizualny Kolorowy, efektowny Brudny, realistyczny Dla jednych „brzydki”, dla innych mocny
Nastrój Rozrywkowy, eskapistyczny Przygnębiający, duszny Część widzów szuka ucieczki, a dostaje terapię szokową

Dlaczego widzowie tak się podzielili?

Podział nie wynika tylko z różnicy gustów. Film dotyka bardzo wrażliwych obszarów: choroby psychicznej, przemocy, samotności, frustracji społecznej. Każdy z nas ma inny próg wrażliwości i inne doświadczenia, więc to, co dla jednych jest wreszcie „szczerą rozmową o ciemnej stronie społeczeństwa”, dla innych staje się niepotrzebną prowokacją. Szczególnie gdy główny bohater bywa filmowany w sposób estetyzujący, niemal „piękny” w swojej destrukcji.

W mojej opinii „Joker” nie jest filmem, który da się obejrzeć neutralnie. Albo nas wciągnie i zmusi do empatii wobec Arthura, albo odrzuci już na początku jego niepokojącą obecnością. Stąd tak odmienne recenzje: jedni czują, że wreszcie ktoś nazwał ich lęki i złość, inni widzą w nim jedynie toksyczne usprawiedliwienie przemocy. Kluczowe pytanie brzmi: czy film bardziej pokazuje, czy komentuje to, co widzimy.

Co najbardziej dzieli odbiorców?

  • Ocena, czy film romantyzuje przemoc, czy tylko ją pokazuje w ostrym świetle.
  • Stosunek do choroby psychicznej – czy widzimy tu stygmatyzację, czy próbę zrozumienia.
  • Oczekiwania wobec kina komiksowego – rozrywka kontra ciężki dramat społeczny.
  • Własne doświadczenia: przemoc, odrzucenie, depresja, ubóstwo.

Przemoc, odpowiedzialność twórców i lęk przed naśladowcami

Najgłośniejszy zarzut wobec „Jokera” dotyczy rzekomego zachęcania do przemocy. Krytycy obawiali się, że film stanie się inspiracją dla sfrustrowanych jednostek, które zobaczą w Arthurze Flecku usprawiedliwienie swoich czynów. W czasach masowych strzelanin i radykalizacji w sieci takie obawy nie są oderwane od rzeczywistości. Pytanie tylko, czy zadaniem kina jest przede wszystkim „nie prowokować”, czy raczej uczciwie pokazywać trudne zjawiska.

Mój odbiór jest taki: „Joker” nie gloryfikuje przemocy, choć momentami posługuje się jej estetyzacją. Widzimy taniec po schodach, ikoniczny strój, mocną muzykę – to działa hipnotyzująco. Ale okoliczności, w jakich bohater zabija, są brudne, pełne chaosu. Nie czułem satysfakcji, raczej narastający dyskomfort. To nie film o zwycięstwie jednostki nad systemem, tylko o jego kompletnym załamaniu, które pociąga innych w dół.

Odpowiedzialność twórców vs odpowiedzialność widza

Spór o „Jokera” to w gruncie rzeczy spór o granice odpowiedzialności twórców. Czy mają przewidywać wszystkie potencjalne, także skrajne interpretacje? Twórcy odpowiadają raczej za kontekst i sposób prowadzenia opowieści, widz – za własne wnioski. Oczywiście, im bardziej film estetyzuje bunt i przemoc, tym większa troska powinna towarzyszyć jego promocji. Dlatego w mojej opinii potrzebna jest tu przede wszystkim edukacja medialna, a nie cenzura.

  • Film może być impulsem do rozmowy o przemocy, ale nie jej instrukcją.
  • To, jak zinterpretujemy fabułę, zależy od naszych wartości i stanu psychicznego.
  • Twórcy nie kontrolują życia widzów, ale mogą uczciwie pokazywać konsekwencje działań bohatera.

Portret choroby psychicznej – wrażliwy temat pokazany ostro

Kolejny punkt zapalny to sposób pokazania choroby psychicznej. Arthur cierpi na problemy neurologiczne, epizody śmiechu, traumę z dzieciństwa, ewidentne stany psychotyczne. Dla części widzów to poruszający obraz człowieka, któremu system opieki zdrowotnej i społecznej przestaje pomagać. Dla innych – uproszczony schemat „chory psychicznie = potencjalnie groźny”, który może pogłębiać stygmatyzację osób z zaburzeniami.

Ja widzę tu napięcie między dwiema warstwami. Z jednej strony film słusznie pokazuje, jak łatwo człowiek może wypaść z systemu: zamknięte poradnie, brak leków, obojętność urzędników. Z drugiej – łączy chorobę i przemoc w tak dramatyczny sposób, że dla części widzów to może być jedyny obraz „szaleństwa”, jaki znają z popkultury. To duży ciężar, bo kino ma znaczący wpływ na wyobraźnię społeczną.

Jak „Joker” radzi sobie z tym tematem?

Na plus zaliczam to, że film nie sprowadza Arthura do „potwora”. Widzimy jego codzienność, troskę o matkę, próby funkcjonowania w pracy, bezradność wobec biurokracji. To ważne, bo pokazuje człowieka, nie tylko diagnozę. Na minus – momentami zbyt czytelne łączenie cierpienia psychicznego z przemocą jako nieuchronnym finałem. W rzeczywistości większość osób chorujących psychicznie nigdy nie popełnia aktów agresji. Tego niuansu w filmie brakuje.

Film jako komentarz społeczny: bieda, upokorzenie, gniew

Dla mnie najmocniejszą warstwą „Jokera” jest komentarz społeczny. Gotham to miasto, w którym rosną nierówności, słabnie opieka publiczna, a ludzie na dnie drabiny społecznej są niemal niewidzialni. Arthur nie staje się Jokerem w próżni. Każdy etap jego upadku jest spleciony z upokorzeniem, pogardą klasową, poczuciem, że nikt go nie słucha. Ten motyw rezonuje szczególnie w czasach kryzysów ekonomicznych i poczucia bezsilności wobec „systemu”.

Nie odbieram jednak filmu jako prostego oskarżenia bogatych czy polityków. To raczej obraz mechanizmu, w którym wszyscy bierzemy udział: śmiejemy się z innych w mediach, odwracamy wzrok na ulicy, nie wtrącamy się, gdy komuś dzieje się krzywda. W tym sensie film mówi: przemoc nie rodzi się w jednej głowie, tylko z długiego łańcucha małych upokorzeń, na które nikt nie reaguje. To niewygodna myśl, ale według mnie bardzo potrzebna.

Jakie pytania zadaje nam „Joker” jako społeczeństwu?

  1. Czy naprawdę widzimy osoby wykluczone, czy tylko mijamy je w drodze do pracy?
  2. Jak traktujemy ludzi, którzy są „dziwni”, inni, mało towarzyscy?
  3. Czy nasze media częściej wspierają, czy raczej zawstydzają i ośmieszają słabszych?
  4. Na ile system opieki zdrowotnej i społecznej jest przygotowany na kryzysy psychiczne?

Jak moim zdaniem warto interpretować „Jokera”

Dla mnie „Joker” nie jest opowieścią o bohaterze, którego mamy podziwiać, ani o potworze, którego mamy tylko potępić. To raczej studium rozkładu: jednostki, relacji społecznych i złudzeń o tym, że „wszystko mamy pod kontrolą”. Oglądając film, celowo nie szukam prostych ocen typu „winny – niewinny”. Interesuje mnie proces: jak kolejno znikają kolejne bezpieczniki, które mogłyby zatrzymać Arthura zanim sięgnie po broń.

Jednocześnie nie widzę w „Jokerze” manifestu typu „system jest zły, więc bunt jest słuszny”. To byłoby zbyt wygodne. Film pokazuje, że chaos i przemoc mogą stać się dla części ludzi kuszącą odpowiedzią na bezsilność. I to jest moim zdaniem największe ostrzeżenie: jeśli nie zadbamy o realne wsparcie dla najsłabszych, wypełnią tę lukę ci, którzy zaoferują proste, radykalne rozwiązania. Niekoniecznie w makijażu klauna – częściej w garniturze albo w social media.

Dlaczego warto obejrzeć „Jokera” mimo kontrowersji?

  • Bo zmusza do konfrontacji z tematami, które na co dzień spychamy na margines.
  • Bo pokazuje, jak cienka bywa granica między „normalnością” a załamaniem psychicznym.
  • Bo jest świetnie zagrany i formalnie dopracowany, co wzmacnia jego przekaz.
  • Bo może być dobrym punktem wyjścia do rozmowy o zdrowiu psychicznym i przemocy.

Jak oglądać tak kontrowersyjny film bardziej świadomie

Kontrowersyjnych filmów nie unikniemy, ale możemy nauczyć się je oglądać mądrzej. Z „Jokerem” dobrze działa podejście, w którym od początku zakładamy, że to nie jest instrukcja życia, tylko jedna, mocno przerysowana opowieść. Warto też uświadomić sobie, że kamera zawsze jest po czyjejś stronie: wybiera ujęcia, muzykę, rytm. To, że przez chwilę czujemy współczucie dla Arthura, nie oznacza przyzwolenia na jego czyny.

Praktycznie polecam trzy proste kroki. Po pierwsze, spróbuj obejrzeć film bez scrollowania telefonu – skup się na emocjach, które w tobie wywołuje. Po drugie, po seansie zadaj sobie pytanie: co we mnie najbardziej zarezonowało i dlaczego. Po trzecie, jeśli możesz, porozmawiaj o filmie z kimś, kto go odebrał inaczej. Różne perspektywy często ujawniają warstwy, których samemu nie widać.

Podsumowanie: dlaczego ten spór jest nam potrzebny

„Joker” podzielił widzów, bo dotknął na raz kilku otwartych ran: nierówności społecznych, choroby psychicznej, poczucia odrzucenia i narastającej agresji. Część widzów zobaczyła w nim niebezpieczną gloryfikację przemocy, inni – brutalne lustro, w którym odbija się nasza codzienność. Ja jestem bliżej tej drugiej interpretacji, choć widzę ryzyka uproszczeń, zwłaszcza w łączeniu choroby z agresją.

Największą wartością „Jokera” jest w moich oczach to, że nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Zmusza do zadania kilku niewygodnych pytań: co robimy z ludźmi, którzy „nie pasują”, jak funkcjonuje nasza empatia, gdzie zaczyna się odpowiedzialność jednostki, a kończy systemu. Jeśli potraktujemy film jako zaproszenie do rozmowy, a nie gotową odpowiedź, spór wokół niego może nam wyjść na dobre – jako widzom i jako społeczeństwu.